To tylko słowa

Kiedyś potrzebowałam definicji. Lubiłam wszystko układać, porządkować, segregować i podpisywać. I nie chodzi o rzeczy na górnych półkach czy szufladach, a może chodzi, tylko raczej te metaforyczne półki i szufladki.

Ale w pewnym momencie poczułam, że definicje się wyczerpały. Długo nie wiedziałam, czy słów zabrakło i określeń, czy raczej zbyt dużo ich było, zbyt wiele znaczeń miały i kontekstów.

I wszystko stało się wieloznaczne i niczego nie umiem już jasno określić. A jak ktoś próbuje nazywać, upychać w przegródce pod znaczeniem jednym, to bunt we mnie się rodzi.

Mimo, że ludzie dobrze nazywają, miłe znaczenie nadają, ciepłe z intencją dobrą i szlachetną chyba... Nie wiem, bo silniej niezgodę czuję niż to ich piękno odbieram. Zawsze cień jakiś położy się na urokliwości zamierzonej.

I wtedy mi słowa tylko kontrastowe przychodzą, ciemne, pachnące zgnilizną, kurzem i szarością.

I wtedy słów zaczynam unikać i nazywać przestaję, bo porwać się bezwzględnemu pięknu dać się nie umiem, a bajora boję się, nie chcę w nim ugrzęznąć, nawet umoczyć się nie chcę, nawet zbliżyć. Ale nie potrafię go nie widzieć..

Unikanie słów pozwala równowagę utrzymać między porywem serca, natchnieniem, entuzjazmem i zachwytem, a otchłanią rozpaczy, strachem do szpiku i wstrętem przyprawionym pogardą.

Między blaskiem najkochańszych oczu, okrywanych w zwolnionym tempie firanką rzęs, a gmeraniem w otwartej, nadpsutej ranie w mięsie, strupie i ropie.

Ale na długo utrzymać się nie da. I wyrywają się słowa i mieszają te co chcą nazwać to co najmocniej zachwyca i to co najbardziej obrzydza.

Bo życie nie jest ani czarne, ani białe, ani nawet czarno-białe. I kolorów może mieć tyle, ile widzi daltonista i trichromatyk.

Taka biologia. I żadna filozofia, religia, system przekonań, nie pomoże Ci tego zmienić, co najwyżej pomoże Ci się oszukiwać, przez czas jakiś..

Wiem, bo próbowałam...

Ale słowa są jedynym narzędziem do łączenia mentalnego na odległość. Bo będąc razem możecie zobaczyć, poczuć, posmakować, powąchać to samo, lub prawie to samo. Jednak słowem można zabrać kogoś tam gdzie go nie ma, do przeżyć, miejsc, myśli.

I dlatego tak lubię czytać. Dotykać rzeczy, których sama nigdy nie dotknę, widzieć obrazy, których nigdy nie dane byłoby mi zobaczyć, a nawet gdyby, to zobaczyłabym je z pewnością inaczej. Lubię te cudze interpretacje rzeczywistości i fantazji. Nawet te zbyt jednoznaczne, zbyt tkliwe i przekolorowane.

Bo posługiwanie się słowem to dar wielki, choć nie jeden powiedziałby, że przekleństwo.





CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Instagram